31 gru 2015

Górnośląskiego Nowego Roku!

Witajcie! Dziś Sylwester! Z okazji nadchodzącego roku 2016 pragnę złożyć Wam serdeczne życzenia. Zdrowia, szczęścia, miłości, wytrwałości, błogosławieństwa bożego, spełnienia marzeń, powodzenia w życiu prywatnym, publicznym i zawodowym.
Życzę Wam także, abyście wciąż kochali Górny Śląsk i odkrywali jego tajemnice. Abyście byli dumni z naszego wspólnego regionu.

PS: Nie zapomnijcie o koncercie noworocznym z Wiednia jutro w telewizji.

29 gru 2015

Notgeldy z Wołczyna

Dziś startujemy z serią o notgeldach, czyli pieniądzach zastępczych z Górnego Śląska. Zaczynamy od Wołczyna. 

27 gru 2015

Popielniczka i górnik

Przeglądałam dziś ebay.pl w poszukiwaniu jakichś przedmiotów z Górnego Śląska. Udało mi się znaleźć przyozdobione herbem Bytomia popielniczkę i górnika wyrzeźbione w węglu. Cena wynosi 199, 00 EUR.
Wymiary górnika: długość 20 cm, wysokość 15 cm.
Wymiary popielniczki: długość 20 cm, wysokość 11 cm.


24 gru 2015

O Du liebes Jesuskind — górnośląska pieśń świąteczna

O Du liebes Jesuskind jest to górnośląska niemieckojęzyczna pieśń świąteczna z Opola. Przekazywana była ustne, zaś pierwszy znany zapis pochodzi ze śpiewnika Augsburger Gesangbuch wydanego w 1859 roku. Nowa melodia pieśni skomponowana została przez Antona Brucknera w 1894 roku.

23 gru 2015

Tematy postów na przyszły rok

Witam Was wszystkich dzień przed Wiliją! W powietrzu unosi się zapach moczki... Dziś przygotowałam dla Was listę tematów postów na rok 2016.

  • więcej piosenek
  • pocztówki
  • pojawią się artykuły o górnośląskich miastach
  • poznamy górnośląskie rody
  • artykuły o kopalniach i hutach
  • pojawi się seria o ulicach górnośląskich miast
  • artykuły o górnośląskich zamkach i pałacach
  • będą kościoły!
  • artykuły o innych górnośląskich zabytkach, czyli dworce, wieże ciśnień, kolonie robotnicze...
  • muzea i skanseny na Górnym Śląsku
  • pojawiać się będą artykuły o postaciach historycznych z naszego regionu. Mieszko Plątonogi, Jan II Dobry, Karl Christian Ruhberg, Franciszek von Winckler, Karolina von Kloch, Waleska Bethusy-Huc i wielu innych
  • śląskie memy
  • pojawi się kilka baśni i legend
  • przepisy kuchni śląskiej
  • artykuły i wywiady z czasopism i gazet
____________________________________________________________________________
Na zakończenie chciałabym zaprosić Was na jutro. Otóż pomiędzy godziną 12:00 a 13:00 pojawi się niespodzianka z okazji tegorocznych świąt Bożego Narodzenia. 

1 gru 2015

Nazwij park, plac – i co dalej?

Jaskółka Śląska,  2015, nr 7-8

Dariusz Krajan

Pod tą nazwą w ubiegłym roku w Piekarach Śląskich odbył się plebiscyt na nazwanie placu u zbiegu ulic Bytomskiej i Karola Miarki oraz parku u zbiegu ulic Bytomskiej i Gen. Ziętka. Mieszkańcy mogli zgłaszać różne propozycje, a spośród tych, które będą się powtarzać i będą związane bezpośrednio z Piekarami lub Śląskiem zostały wybrane kandydatury następnie poddane pod głosowanie mieszkańców, mających do dyspozycji stronę internetową urzędu miasta i kupony w lokalnej gazecie.

23 lis 2015

Katowice. Na ziemi i pod ziemią

Nie wiadomo, czy je wymyślił, ale wiadomo, że pocztówki te wykonywał je rozprowadzał Max Steckel. Składały się z dwóch części - w górnej umieszczone było zdjęcie raz dworca kolejowego, innym razem katowickich ulic albo ważnych obiektów. A na dole było zdjęcie wykonane w kopalni. Niestety, o ile nazwy ulic i obiektów są opisane, to kopalnie nie. Podpisy zawierają tylko ogólne uwagi typu "wydobywanie węgla" itp. I nie są to rysunki ani fotomontaże, ale autentyczne zdjęcia. Steckel wykonywał je przy świetle elektrycznym i magnezjowym. Sam skonstruował lampę błyskową za pomocą której robił zdjęcia w kopalniach. Zresztą jego główne dzieło to album "Czarne diamenty" wydany po polsku i niemiecku. Zawarł w nim zdjęcia podziemi kopalni, maszyn i osiedli robotniczych.

Stary dworzec był już drugim dworcem w mieście. Gdy 3 października 1846 r. do Katowic wjechał pierwszy pociąg, dworzec był parterowym budynkiem przypominającym wiejską chatę z dwuspadowym dachem. Nowy, który umieszczono na zdjęciu, postawiono w 1859 r. i był jednopiętrowym budynkiem z wyższymi skrzydłami bocznymi. Nad głównym wejściem znajdował się zegar, a w środku restauracja gdzie w 1869 r. goszczono króla Prus Wilhelma I. Ze względu na coraz większą popularność podróżowania koleją, budynek powiększano i przebudowywano. Na dworcu zawsze coś się działo. 18 stycznia 1932 r. zatrzymał się tam pociąg ekspresowy którym przez Wiedeń do Palestyny podróżował cadyk Alter z Góry Kalwarii. Na dworcu zebrał się tłum Żydów by ujrzeć swego cudotwórcę. Cadyk, rozczulony serdecznym przyjęciem i dowodami sympatii, rozdawał wszystkim po groszu... na szczęście. Wzmożony napór tłumu uniemożliwiał odjazd pociągu i zmusił policję do zaprowadzenia porządku. Swą podróż do Palestyny cadyk odbywał w wynajętej za 1500 dolarów salonce w towarzystwie rodziny i 20-osobowej świty. A 13 czerwca 1938 r. z Krakowa przybyły na dworzec święte szczątki Andrzeja Boboli. Gdy rozległ się głos syren z kolejowych lokomotyw, wagon-kaplica zatrzymał się u wylotu ul. Pocztowej. Orkiestry grały hymn narodowy, do srebrnej trumny zbliżył się biskup Stanisław Adamski, a ludzie padli na kolana. W procesji przeniesiono szczątki świętego do Mariackiego kościoła. Trumnę nieśli kolejarze, zakonnicy, górnicy, rolnicy i mężowie katoliccy. Kazanie wygłosił ks. Emil Szramek, a po nabożeństwie trumna odjechała do Poznania. A niedaleko, w dworcowej poczekalni, znajdował się wywołujący wielkie oburzenie podróżnych automat wydający niemoralne pocztówki. Towarzystwo Księgarni Kolejowych "Ruch" zainstalowało urządzenie które, po wrzuceniu drobnej monety, wydawało kolorowaną kartę pocztową. Choć po obu stronach automatu ułożono za szkłem osiem wzorów kart, kupujący nigdy nie wiedział, którą otrzyma. A była tam jedna wyobrażająca kobietę zupełnie rozebraną. Gdy jakiś porządny człowiek taką kartę dostał, to mało, że nie ośmielił się jej wysłać, to jeszcze wypadałoby się zaraz z tego wyspowiadać.

Od jakiegoś czasu przyjął się zwyczaj, że żony górników nie zamykały wieczorem drzwi do mieszkania choć mężowie nie wrócili z szychty. Chodziło o to, by nie potrzebowały zrywać się z pierwszego snu. Zawczasu stawiały na stole kolacje i czekały na chłopów w łóżku. Przyuważył to Jelonek i zakradał się na gotowe. Odmykał cicho drzwi, spożywał wieczerzę i szedł w swoją stronę. Uchodziło mu to płazem, ale za bardzo rozsmakował się w cudzym. Gdy więc jeden mąż wieczorem nie zastał wieczerzy, a także swoich butów i zegarka, zaczęto szukać złodzieja. Jelonka zdybano i bez wieczerzy odstawiono do aresztu. Zaś 27 listopada 1948 r. Żelazne Gody (65. rocznicę ślubu) obchodziło małżeństwo Weidemannów z Wełnowca. Jan Weidemann urodził się w 1852 r., a mając 18 lat rozpoczął pracę w kopalni. Jako górnik przepracował ... 54 lata. W wieku 72 lat cieszył się tak dobrym zdrowiem, że robił jeszcze na kopalni "Wujek" będąc najstarszym górnikiem w Polsce.

22 lis 2015

Pierwszy w moim życiu wypad do Katowic! Do Muzeum Śląskiego!

muzeumslaskie.pl

18 listopada 2015

Od obudzenia byłam bardzo podekscytowana tym, co zobaczę. Wyszłam z domu, pogłaskałam swoją kotkę i poszłam na autobus. Na miejsce wyjazdu dotarłam na jedenaście minut przed ósmą. Ogromnie się niecierpliwiłam i nie potrafiłam wytrzymać, więc spacerowałam w kółko. O ósmej na miejscu zjawiła się moja pani z historii i inna nauczycielka. Następnie przyszedł były wicedyrektor naszego liceum. Teraz było już wesoło.
Zbiórka była na kwadrans po ósmej. Jechało wielu uczniów 2 i 3 klas humanistycznych z naszej szkoły. Następnie zostaliśmy przeliczeni i zajęliśmy miejsca w autokarze. Wyjechaliśmy o 8:26. Oczywiście musieliśmy jakoś rozpocząć, więc zaśpiewałam pierwszą zwrotkę Die Kattowitzer Polka. Przejechaliśmy przez Rybnik, a następnie w Stanowicach wjechaliśmy na autostradę. Podczas jazdy podziwialiśmy, jaki Górny Śląsk jest piękny i jakie piękne są górnośląskie autostrady. Po drodze wcięłam trzy małe niemieckie czekolady w różowych papierkach.
-Niy zjydz wszystkigo naroz - rzekła pani z historii.
Wjechaliśmy do Katowic. Kiedy mijaliśmy pierwszą kamienicę, powiedziałam wszystkim, że jesteśmy już w Katowicach. Kamienice były piękne. Minęliśmy kościół Świętych Apostołów Piotra i Pawła. Gapiłam się nań z otwartymi ustami! Był piękny i zrobił na mnie wielkie wrażenie. Chwilę później zauważyłam miejsce, gdzie stała niegdyś kamienica, w której mieszkał śp. dziennikarz Dariusz Kmiecik z rodziną. Widok był przygnębiający.
Następnie mijaliśmy kolejne kamienice. Wszystkie są piękne, jedna z nich jest nawet w remoncie!
Widzieliśmy Silesia City Centre, czyli kopalnię Eminenzgrube. Jechaliśmy dalej, a tam Rondo Sztuki, hala Spodek i... nielada atrakcja - rozbiórka DOKP-u. Następna była filharmonia i Międzynarodowe Centrum Kongresowe. No i oczywiście... kopalnia Ferdinandgrube, czyli Muzeum Śląskie! Dotarliśmy na miejsce. 
Wysiedliśmy.
Podążamy w kierunku muzeum.
-Tomek- zwróciła się pani z historii do chłopaka z pierwszej klasy, nie miał on kurtki- Czy to jest ubiór na wycieczkę?
Ale w sercu mu wybaczyła. On jest artystą i bardzo dobrze śpiewa, nie zrobił tego specjalnie. To taki artystyczny nieład.
Pani z historii zrobiła zdjęcie grupowe. Następnie weszliśmy do muzeum i rozglądaliśmy się wokoło. Po kilku chwilach pojawiły się dwie pracownice muzeum. Wyszliśmy z budynku, zaś te dwie panie przedstawiły nam w skrócie historię miejsca. Następnie udaliśmy się zobaczyć instalację artystyczną w podziemiach. Okazało się, iż to drewniane ''cudo'' po zakończeniu ekspozycji zostanie wywiezione i spalone.
Potem podzieliliśmy się na dwie grupy. Ja byłam w grupie mojej nauczycielki historii, a reszta uczniów w grupie tej drugiej. Obie grupy razem z dwoma pracownikami muzeum udały się do oddzielnych sal. Czekały tam na nas warsztaty pod tytułem Przemyśleć przemysł. Rewitalizacja w teorii i praktyce. Pracownica przedstawiła nam pokrótce, czym jest rewitalizacja i podała kilka przykładów. Następnie podzielono nas na pięć pięcioosobowych grup (sama byłam w czteroosobowej) i podano nam opisy różnych obiektów przemysłowych, abyśmy stworzyli projekty rewitalizacji. Moja grupka dostała kopalnię Walenty-Wawel, w której umieściliśmy Dom Kultury Gruba. Ja wcieliłam się w rolę historyka.
Kiedy wszyscy skończyli, przedstawiliśmy swoje projekty. Po zakończeniu nagrodziliśmy siebie nawzajem brawami. Warsztaty trwały półtorej godziny, zaś projekty zabraliśmy ze sobą do szkoły.
Po warsztatach udaliśmy się do szatni, gdzie zostawiliśmy kurtki. Następnie stanęliśmy przed bramkami, a pani z historii poszła kupić bilety, które następnie nam rozdała. Przeszliśmy przez bramki.
Czułam się lekko roztrzęsiona, ponieważ wystawa Światło historii. Górny Śląsk na przestrzeni dziejów wzbudza liczne kontrowersje i myślałam, iż będzie nieciekawa. Ponoć nie było tam niczego o drugiej części Górnego Śląska. Z moich oczu popłynęły łzy. Obu nauczycielkom powiedziałam, że ponoć wystawa jest beznadziejna i mi się nie spodoba. Ale one pocieszyły mnie, iż wszystko będzie w porządku. Wszystko obserwowała ciemnowłosa pracownica muzeum, nawet się do mnie uśmiechnęła.
Więc wchodzimy na wystawę, przechodząc pod bramą z napisem Kopalnia Katowice. Zdjęcia z PRL! Pani z historii powiedziała mi, abym spojrzała na wiszące nad naszymi głowami górnicze stroje. Spojrzałam więc w górę i je zobaczyłam.
Następnie naszym oczom ukazała się druga część ekspozycji, o czasach do końca XVIII wieku. Stała tam piękna makieta cieszyńskiej rotundy. Aż tu nagle, zauważyłam... jeden z rysunków Wernera! W tym momencie stwierdziłam, iż wystawa jest piękna i mi się spodoba.
-Werner!- powiedziałam na głos.
Niemalże podbiegłam, aby przyjrzeć się bliżej rysunkowi. Był to plan Opola z 1737 roku, miasto wyglądało nań ślicznie. Skoro jest Opole, to musi być też Racibórz! Rysunków było zresztą więcej, dokładnej liczby nie pamiętam, ale były wśród nich panorama Koźla widzianego od strony Krapkowic, no i oczywiście panorama Raciborza!
Feler! Żory udają Wodzisław!
Następnie idziemy dalej. Nawet nie podchodziłam do bluboksu przedstawiającego arystokratów. Reprodukcje litografii Knippla, inne cudeńka... aż spotykamy pracownicę muzeum. Dokładnie tę samą, która stała wcześniej przed wejściem. Zamieniliśmy kilka słów, ja, ona i pani z historii. Ciemnowłosa kobieta mnie polubiła. Cieszyła się, iż wystawa mi się spodobała.
W gablocie książki Geschichte der Stadt Kattowitz z 1895 roku i Geschichte Oberschesiens z 1906 roku. Inna książka otwarta na zdjęciu księcia Donnersmarcka. Wielki karton z wypisanymi gotycką czcionką niemieckimi nazwami górnośląskich miast. Literówka, zamiast Leobschütz pisało Lebbschütz. Scena przed restauracją, odgłosy restauracji, ktoś mówi coś po niemiecku. Stolik. Na stoliku leżą skórzane albumy z reprodukcjami zdjęć. Zmieniające się pocztówki. Imitacja kaplicy.
Idziemy dalej, podróżując poprzez różne wydarzenia. Widzimy bramę polską i niemiecką, kres międzywojenny bardzo ładnie przedstawiony, potem druga wojna światowa. Po niej Tragedia Górnośląska. Potem PRL, w tym pacyfikacja kopalni Wujek i pierwszy przeszczep serca, czyli sukces Zbigniewa Religii. W końcu dochodzimy do końca wystawy o historii Górnego Śląska. Jest po prostu piękna!
Pomimo felerów na wystawie było wspaniale. A felery w każdej chwili można poprawić.
Wychodzimy. Niektóre osoby z naszej wycieczki grają w elektroniczne Monopoly, w którym można zostać wielkim przemysłowcem. Doradzam koleżance, aby kupiła pałac Donnersmarcków w Siemianowicach. Zapytała się, czy ma go kupić. Powiedziałam, że tak. Więc go kupiła.
Pani z historii chciała zobaczyć centrum scenografii. Więc podreptałam za panią i poszłyśmy i zobaczyłyśmy. To też mi się spodobało. W centrum scenografi stało sobie krzesło. Siedział nań facet czytający gazetę. Rozmawiamy z nim. Pani powiedziała, że jestem szkolną specjalistką od Śląska. Facet mówi nam o Ballestremie. Bardzo mi się spodobało!
Potem pani chciała zobaczyć galerię malarstwa. Podreptałam za nią. A tam obraz Żydówka z pomarańczami. I po raz kolejny bardzo mi się spodobało!
Następnie nadszedł czas na sklep muzealny. W sklepie muzealnym kupiłam dziennik autorstwa księdza Franza Pawlara i osiem pocztówek, po jednej z Nysy, Gliwic, Chorzowa, Rybnika, Bytomia, Góry Świętej Anny, Opola i panoramę huty Baildon. Pani kupiła sobie takie same.
Potem wyszłyśmy ze sklepu muzealnego. Wtedy okazało się, że większość naszej grupy jest już przy szatniach. Swoim zakupem pochwaliłam się drugiej nauczycielce, byłemu wicedyrektorowi i kilkoma osobom z klasy. Następnie wszyscy odebraliśmy i ubraliśmy kurtki. Wyszliśmy z muzeum o 15:04, zajęliśmy miejsca w autokarze. Zapytałam się wszystkich, czy dobrze bawili się ze mną w Katowicach. Odpowiedzieli chórem, że tak. Następnie wyjechaliśmy z parkingu i pojechaliśmy do Rybnika.

Moja pierwsza wizyta w Muzeum Śląskim, a zarazem pierwsza w Katowicach, była niezwykle udana. Czułam się bardzo szczęśliwa, a Katowice dodały mi sił.

Dlatego też, kiedy będziecie na Górnym Śląsku, podczas zwiedzania Katowic koniecznie odwiedźcie Muzeum Śląskie!

NIECH ŻYJE MUZEUM ŚLĄSKIE, NIECH ŻYJĄ KATOWICE, NIECH ŻYJE GÓRNY ŚLĄSK!!!





5 lis 2015

Raciborszczyzna, czyli typowy krajobraz górnośląski

Typowy krajobraz górnośląski znany jest jako kopalnie, huty, węgiel, smog i zanieczyszczone powietrze. Tak oto wykreowała go propaganda. Zaczęło się łagodnie, w czasach Michała Grażyńskiego, zaś w 1945 roku gwałtownie przybrało na sile. Zmieniło to postrzeganie Górnego Śląska z pięknego regionu w najbrzydsze miejsce wszechświata. Jednakże piękne okolice, pomimo zniszczeń wojennych, przetrwały ciężkie czasy. Okazało się, że typowym krajobrazem górnośląskim są... pola, łąki, kościoły i pałace! Widoki takie możemy oglądać w całym regionie.

W dzisiejszym poście przedstawimy typowy krajobraz górnośląski na przykładzie Śląska Raciborskiego, zwanego także Raciborszczyzną.

Raciborszczyzna jest to najstarsza część Górnego Śląska. Jest to przepiękne, żeby nie powiedzieć  ''cudowne'' miejsce, gdzie zarówno dosłownie, jak i w przenośni oddycha się historią. Znajduje się tak kilka miast, a także liczne wioski. Możemy podziwiać tak zamek, pałace i kościoły. Głównym miastem okolicy jest Racibórz, będący jednocześnie jedną z dwóch stolic regionu. Owa część Górnego Śląska przypomina bajkę, jednakże istnieje naprawdę! Podczas podróży macie obowiązek się tam wybrać.

Zatem... wyobraźmy sobie, że jesteśmy na Raciborszczyźnie i zobaczmy, jak wygląda typowy krajobraz górnośląski!
adamwalanus.pl
kornowac.pl
jodlowanie.pl

facebook.com
gmina-rudnik.pl
pietrowicewielkie.pl
naszraciborz.pl
raciborz.com.pl
naszraciborz.pl






25 paź 2015

Albumy z Głubczyc

Witajcie! Przeglądałam przed chwilą Śląską Bibliotekę Cyfrową. Chciałam poszukać jakichś pocztówek z Mysłowic, lecz  skończyło się na... Głubczycach. Znalazłam tam cztery albumy. Pobrałam je, otworzyłam pierwszy z nich- i zamarłam! Okazały się one być pełne zdjęć z czasów, gdy to miasto było piękne i sławne. Stwierdziłam więc, iż warto je Wam pokazać. Jeśli jesteście z Głubczyc, lub jeśli chociaż jest to wasze ulubione miasto na Górnym Śląsku, lub je kochacie, koniecznie musicie zaopatrzyć się w choć jeden z nich.

Albumy możecie odnaleźć na stronie Śląskiej Biblioteki Cyfrowej, lub pobrać bezpośrednio poprzez poniższe linki.


18 wrz 2015

W Mszanie skradziono... 40-tonowy stalowy most

Autor: J. Bombor, 2015-09-18, Aktualizacja: dzisiaj 14:15

Czy można niepostrzeżenie rozebrać ważący pond 40 tonowy, metalowy most kolejowy? Okazało się, że tak. 40-letni oszust Tomasz Cz. wynajął nawet firmę, która go zdemontowała. O mały włos, a zniknąłby kolejny 40-tonowy kolos, 200 metrów dalej, nad wiaduktem w Mszanie, ale tu w procederze przeszkodzili urzędnicy…

wodzislawslaski.naszemiasto.pl
W Mszanie skradziono... 40-tonowy most [ZDJĘCIA] 

Ale od początku. Wczesnym latem do firmy złomiarskiej ze Skoczowa zgłasza się biznesmen ze stosem papierów. Pozwolenia, zgody, kilka pieczątek z urzędów. Zlecenie: rozebrać metalowy wiadukt na nieczynnym torowisku na granicy Mszany i Jastrzębia-Zdroju. 

Na miejscu pojawia się dźwig, spawacze, ciężarówki. Demontaż ważącego ponad 40 ton kolosa trwa od 29 czerwca do 10 lipca. Biznesmen bierze za złom 40 tysięcy złotych i znika, nie płacąc firmie podwykonawczej. 
- Już wtedy sprawą po doniesieniu firmy zaczęła się interesować policja. Nasz podejrzany tymczasem postanowił iść za ciosem i chciał zdemontować kolejny most, 200 metrów dalej po prawej, dokładnie nad wiaduktem kolejowym przy ulicy Moszczeńskiej w Mszanie – wyjaśnia nam prowadzący sprawę prokurator Piotr Zieliński z Prokuratury Rejonowej w Wodzisławiu Śląskim.

wodzislawslaski.naszemiasto.pl
Faktem jest, że gmina Mszana od kilku miesięcy prosiła władze PKP, by usunąć obiekt. Gdy w końcu udało się znaleźć właściciela i uzyskać zapewnienie, że będzie ogłoszony przetarg w tej sprawie, urzędnicy spali spokojnie. Ale w PKP usłyszeli obietnicę, że poinformują o rozpoczęciu prac. Tak się tego dnia nie stało, więc zadzwonił do nich zdenerwowany Błażej Tatarczyk, zastępca wójta z Mszany. – Demontują już? A myśmy jeszcze przetargów nie otwarli – słyszy po drugiej stronie słuchawki. 

Zdziwiony wsiada w auto i jedzie na plac budowy – relacjonuje nam sekretarz gminy, Joanna Szymańska. – A tam dźwig, robotnicy, nawet radiowóz policyjny. Woła kierownika robót, prosi o dokumenty. Ten mówi, że ma papiery w aucie, który zaparkował nieco dalej, idzie po nie i… już nie wraca. Policja, nieświadoma wcześniej, że zabezpiecza nielegalny proceder, od razu mogła działać. Prace wstrzymano, wiadukt stoi – mówi nam pani sekretarz. 

Policja w ciągu kilku dni wpadła na trop oszusta, to 40-letni Tomasz Cz., z bogatą kartoteką, katowiczanin z urodzenia, ale często zmieniający miejsca zamieszkania. Policja z Wodzisławia namierzyła go w Jaworznie w jednym z mieszkań. Miał przy sobie 18,5 tysiąca złotych. 

- Przebywa w Bytomiu w areszcie, miał zarządzenie odsiadki za inne przestępstwa, także oszustwa, kradzieże. Przyznał się do winy, ale mówi, że dostał zlecenie od innej osoby, powiązanej z dużą grupą przestępczą. Tłumaczy, że wykonał zlecenie w obawie o swoje zdrowie i życie – wyjaśnia prokurator Zieliński. 

Więcej zdjęć znajdziecie tutaj.

11 wrz 2015

150-lecie praw miejskich Katowic!!!

Nareszcie nadszedł dzień, na który oczekiwał cały Górny Śląsk! Dziś mija bowiem dokładnie 150 lat od momentu, kiedy to 11 września 1865 roku z rąk pruskiego króla Wilhelma I Katowice uzyskały prawa miejskie! Wszyscy mieszkańcy miasta, ba, całego Górnego Śląska są dziś niezmiernie szczęśliwi! 
Z tej to okazji, serdecznie życzę temu wspaniałemu miastu wszystkiego najlepszego, aby wreszcie wyremontowano wszystkie jego zabytki i odbudowano te nieistniejące. Aby było tak samo przepiękne, jak w przededniu ostatniej wojny, powróciło do dawnej chwały i aby wszyscy na Górnym Śląsku byli zeń dumni!!!

                                               NIECH ŻYJĄ KATOWICE!!!


10 wrz 2015

Osobłoga opadła i odkryła barkę sprzed ponad 100 lat

Radosław Dimitrow 10 września 2015 10:43

Wrak tkwi w mule w miejscu, gdzie w Krapkowicach Osobłoga wpływa do Odry. Niski stan wody sprawił, że uwidocznił się jej zarys. 

Informacja o nietypowym znalezisku wywołała wśród mieszkańców Krapkowic duże zainteresowanie. Od kilku dni ludzie przychodzą nad Osobłogę, by na własne oczy zobaczyć zatopiony wrak. - Często przychodziłem w tę okolicę na ryby, ale nie wiedziałem, że na dnie rzeki leży zatopiona barka - mówi Arkadiusz Nosek. - Dopiero syn mi o tym powiedział, więc przyszedłem zobaczyć. Może w barce ukryte są jakieś skarby?- żartuje.

- Niegdyś takie barki wykorzystywane były do transportowania węgla po Odrze, m.in. z kopalni z Zabrza - tłumaczy Szefer. - Załadowane barki spływały swobodnie na północ kraju wraz z prądem rzeki. Pod prąd były natomiast ciągnięte przez konie. Wrak został odnaleziony w miejscu, gdzie Osobłoga wpływa do Odry. Wiele wskazuje na to, że w momencie, gdy doszło do zatonięcia, barka była w tym miejscu zacumowana.

Działacze stowarzyszenia „Port Jachtowy Krapkowice” zapowiedzieli, że zamierzają oczyścić barkę z mułu i wydobyć ją na brzeg. - Wyciągniemy ją za pomocą dużego, aczkolwiek delikatnego dźwigu - dodaje Szefer. - Potem planujemy odrestaurować wrak. Gmina zadeklarowała, że nam w tym pomoże.

Działacze stowarzyszenia chcą, żeby barka stanęła jako eksponat w widocznym miejscu przy Odrze. Żegluga w Krapkowicach była kiedyś bardzo dobrze rozwinięta, więc barka będzie idealnie pasować do charakteru miasta.

1 sie 2015

Ogłoszenie!

Postanowiłam rozpocząć poszukiwania współautorów bloga, najpierw na próbny okres dwóch tygodni. Wymagana znajomość języka niemieckiego i czcionek gotyckich, co przyda się przy pisaniu tekstów na podstawie źródeł niemieckojęzycznych, gdyż w ten sposób zapisywana była większość tekstów od końca XVIII wieku do 1918 roku.

Każdy z Was, kto zainteresowany jest niniejszym ogłoszeniem, proszony jest o kontakt na adres mejlowy podany w zakładce ''Kontakt''. W odpowiedzi podam Wam szczegóły.


28 lip 2015

Pałac w Turawie od lat popada w ruinę. Urzędnicy mają związane ręce



nto.pl

28 lipca 2015, 18:00

Oburzona wnuczka ostatniego właściciela pałacu w Turawie napisała list do starosty opolskiego. Zabytek popada w ruinę, a urzędnicy tłumaczą, że nic nie mogą zrobić.
- To bardzo smutne, że w Polsce, w kraju, w którym tak szanuje się przeszłość i zabytki, niszczeje piękny zamek, który ma wielowiekową tradycję - mówi mieszkająca we Francji Beatrix Dechambenoit. - Muszę teraz to nagłośnić, by odpowiedzialni za to nie mogli spać spokojnie. Do 2011 roku w pałacu mieścił się dom dziecka, ale ze względu na zły stan techniczny obiektu i wysokie koszty jego utrzymania starostwo powiatowe postanowiło pozbyć się zabytku. 

Beatrix Dechambenoit, wnuczka jego ostatniego właściciela, zmarłego w 1952 r. Hubertusa von Garniera, chciała, by pałac został przekazany gminie Turawa. Zamierzała urządzić tam centrum kultury i przyjaźni pomiędzy Polską, Niemcami i Francją, w którym spotykaliby się różnego rodzaju artyści z tych państw. 


- Przekazałam starostwu innowacyjny projekt zagospodarowania, mogący przynieść szereg korzyści dla regionu, Polski i Europy - mówi pani Dechambenoit. - Niestety, na jego zakup i pierwsze niezbędne remonty potrzeba było około 5 mln euro, a takiej kwoty nie udało mi się zgromadzić.
Gmina Turawa gotowa była przejąć pałac, ale za symboliczną złotówkę.

- Szukalibyśmy inwestorów, bardzo możliwe, że zrobilibyśmy coś wspólnie z panią Dechambenoit - wyjaśnia wójt Turawy Waldemar Kampa. - Jednak na kupno pałacu nie było nas stać.

Ostatecznie pałac sprzedany został w grudniu 2012 r. warszawskiej spółce TFS, prowadzącej kilka warsztatów samochodowych. Cena wywoławcza za obiekt o powierzchni 2 tys. m kw. i 7-hektarową działkę wynosiła 2 mln 20 tys. zł, ale zgodnie z ustawą o ochronie zabytków została zredukowana o połowę.

Warunkiem zawarcia transakcji było przedstawienie przez nabywcę zaakceptowanego przez wojewódzkiego konserwatora zabytków planu zagospodarowania obiektu. Zgodnie z zapowiedziami inwestora miało tam powstać centrum restauracyjno-hotelowe. Do dziś w turawskim pałacu nie zrobiono prawie nic i zabytek popada w ruinę. Na domiar złego dach ostatniej siedziby rodu von Garnierów palił się już trzykrotnie.

- Cóż, to nie był najlepszy kupiec i transakcja - przyznaje Tadeusz Dziubałtowski, naczelnik wydziału gospodarki nieruchomościami i rolnictwa Starostwa Powiatowego w Opolu. - Teraz jednak powiat opolski nie ma już wpływu na to, co z pałacem robi jego obecny właściciel. Do podejmowania jakichkolwiek działań uprawniony jest tylko Wojewódzki Konserwator Zabytków.
- Obecnie przygotowujemy się do prac w trybie egzekucyjnym, które mają zabezpieczyć pałac przed dalszą degradacją - wyjaśnia woj. konserwator zabytków Iwona Solisz. - Jeśli jego właściciel nadal nie będzie się wywiązywał z obowiązku należytego zabezpieczenia obiektu, to wystąpię do starosty opolskiego z wnioskiem o wywłaszczenie go.
Barokowy pałac w Turawie został zbudowany przez rodzinę von Loewenkron na początku XVIII wieku, a później stał się siedzibą jednej z linii rodu von Garnier, która od 1804 roku była właścicielem Turawy. M.in. w latach 30. ub. wieku na części gruntów Hubertusa von Garniera zbudowano zbiornik retencyjny.

Mimo wielokrotnych prób nie udało nam się skontaktować z obecnymi właścicielami pałacu.


26 lip 2015

Urodziny

W dniu wczorajszym, 25 lipca 2015 roku miała miejsce 1 rocznica powstania Górny Śląsk Blog. Od tego czasu osiągnęliśmy liczbę 2218 wyświetleń i 60 polubień na FB.
orewa.org
DZIĘKUJEMY!

13 lip 2015

Zagadka: Co mają ze sobą wspólnego królowa Luiza i Królewska Odlewnia Żeliwa?

Witajcie! Dawno nie było zagadki, więc postanowiłam jakąś wymyślić.
Pytanie z dwóch kategorii: postacie historyczne i Gliwice. Co mają ze sobą wspólnego królowa Luiza i Królewska Odlewnia Żeliwa?




9 lip 2015

Zamek w Niemodlinie otwarty dla zwiedzających!!!

      • Przeglądałam właśnie portal Nasze Miasto i znalazłam to!



      opole.naszemiasto.pl

        2015-07-08

      Mający ponad 700 lat Zamek Książęcy Niemodlin jest jednym z najpotężniejszych zamków w Polsce. Teraz nowy właściciel zamku postanowił otworzyć go dla wszystkich zainteresowanych historią.

Zamek Niemodlin wzniesiony został przez rodzinę książęcą Bolesława I w XIII wieku aby bronić ziem opolskich. 

Nowy właściciel zamku postanowił otworzyć go dla wszystkich zainteresowanych historią. Zamek dostępny jest dla zwiedzających w soboty i niedziele. 

Zwiedzanie odbywa się w grupach zorganizowanych z przewodnikiem o ustalonych godzinach: 12.00 i 13.00. 
Punkt zbiórki znajduje się przy fosie. 

Zamek w Niemodlinie - trasa zwiedzania: 
1. Most i fosa 
2. Rzeźby parkowe 
3. Zabytkowy średniowieczny dziedziniec 
4. Przyziemie 
5. Sala balowa 
6. Kaplica 
7. Park zamkowy 
Czas trwania trasy: 45 minut

Zamek w Niemodlinie - bilety: 

Dla turystów indywidualnych: 
– bilet normalny 15.00 zł 
– bilet ulgowy 10.00 zł (młodzież szkolna i studenci) 
– dzieci do lat 4 – wstęp bezpłatny 

W cenę biletu wliczona jest opłata za przewodnika. Informacje i rezerwacja pod numerem 721 806 379 

5 lip 2015

Górnośląskie starcia: Kraft Henckel von Donnersmarck czy Edgar Henckel-Gaschin von Donnersmarck?

Witajcie w drugim górnośląskim starciu! Dziś z pośród dwojga kuzynów wybierzemy przystojniejszego. Napiszcie mi w komentarzu, kogo wybieracie, Krafta Henckel von Donnersmarcka czy Edgara Henckel-Gaschin von Donnersmarcka?
Dodaj napis


3 lip 2015

Opolszczyzna to też Górny Śląsk!

Nowiny, wyd. 2014/38 (2982)

Rozmowa z Wojciechem Glenskiem, wiceprezesem Stowarzyszenia Osób Narodowości Śląskiej


Wielu ludzi wciąż nie wie, że Górnoślązacy mieszkają w dwóch województwach, bo tak zwana Opolszczyzna to również historyczny Górny Śląsk. 
Tak, sztuczne pojęcie Opolszczyzna pojawiło się po wojnie i wytworzyło wiele błędnych opinii, stereotypów. Mieszkańcy województwa opolskiego byli przekonani, że w ówczesnym województwie katowickim też mieszkają Ślązacy. ale jacyś inni, jakby z innej gliny ulepieni. Mówią inną godką, mają inne zwyczaje. Podkreślano też przede wszystkim różnice pomiędzy Ślązakami z opolskiego i katowickiego, czemu sam dałem się zwieść. Na szczęście poznałem wielu wspaniałych mieszkańców obecnego województwa śląskiego. dzięki którym się przekonałem, że zdecydowanie więcej nas łączy, aniżeli dzieli.


Niestety, oba województwa raczej się nie rwą do współpracy, a wręcz między sobą rywalizują.

Niestety. Najwięcej złego w relacjach między Ślązakami z opolskiego i katowickiego działo się pod koniec lat 90., w przeddzień reformy administracyjnej. Opolskie elity bały się, że Opole utraci status miasta wojewódzkiego i zostanie przyłączone do województwa śląskiego. Rozpoczęła się wtedy zakrojona na szeroką skalę akcja propagandowa mająca pokazać, że Katowice to samo zło i jeśli zostaniemy przyłączeni do województwa śląskiego, to zatracimy swoją śląską tożsamość. Cel został osiągnięty: na tak zwanej Opolszczyźnie udało się wykreować Katowice jako największego wroga, wręcz ucieleśnienie zła. Obecnie emocje są już znacznie mniejsze, niż piętnaście lat temu, ale mit wrogości wciąż gdzieś w świadomości pozostaje.


Na domiar złego pojawił się jeszcze jeden mit, że jest wiele odmian śląskiej godki i Ślązacy sami między sobą nie potrafią się porozumieć. Miałeś takie problemy w województwie śląskim? 

Nigdy nie miałem z tym żadnego problemu, a wręcz przeciwnie. Kiedy kilka lat temu byłem w okolicach Gorzyc, ktoś mnie zapytał, skąd jestem. Odpowiedziałem że z opolskiego, ale mi nie uwierzył. Po godce był przekonany że jestem z ich stron. Faktem jest, że ja sam kiedyś myślałem, iż wszyscy Ślązacy z waszego województwa mówią tak, jak w Katowicach. I byłem w błędzie, bo się okazało, że godka i akcent we wsi w powiecie rybnickim, oddalonej od Opola o 120 km, była tak podobna do mojej, że aż trudno mi było w to uwierzyć.


Co mieszkańcy województwa opolskiego myślą o śląskiej tożsamości?

Z tego co zaobserwowałem, to coraz więcej młodych ludzi taką tożsamości deklaruje, jednak w konfrontacji z osobami, które nie mówią po śląsku, nieraz ukrywają swoje pochodzenie i godkę. Sam również tak robiłem i wiele razy tego żałowałem, kiedy się okazywało, że mój rozmówca też jest Ślązakiem i też godo. Niestety, język śląski został na długie lata całkowicie wyparty z przestrzeni publicznej, ale na szczęście powolutku wraca. W dalszym ciągu można się u nas spotkać z uszczypliwymi komentarzami, kiedy ktoś w miejscu publicznym godo, ale są to wyjątki.


Młodzi ludzie już nie mają kompleksów?

Właśnie wśród młodych pojawia się coraz dojrzalsze postrzeganie swojej tożsamości regionalnej. Nie wstydzą się tego, kim są, jak mówią. Każdy inaczej patrzy na swoją tożsamość. Coraz częściej też widać, szczególnie właśnie u młodych osób, że bycie Ślązakiem to powód do dumy. Posługują się godką śląską w miejscach publicznych, dyskutują, piszą w internecie po śląsku. Mało tego, jeżdżąc po Europie dostrzegają, że ich rówieśnicy z innych europejskich regionów wręcz szczycą się swoim pochodzeniem i jeśliby ich ktoś upomniał, że posługują się swoim językiem regionalnym, to by się tylko głośno roześmiali. Jeśli chodzi o śląską tożsamość, to jestem pełen nadziei, patrząc właśnie na ludzi młodych. Równocześnie jednak martwię się, że młodzi Ślązacy nie uczą swoich dzieci po śląsku. Niestety, w świadomości Ślązaków zakorzenił się strach przed tym. by dziecko nie miało śląskiego akcentu i by nie było z tego powodu dyskryminowane w szkole czy w pracy.



2 lip 2015

Krapkowice w XVIII wieku

Widok na Krapkowice, XVIII wiek. Szkic przedstawia ujście rzeki Prudnik do Odry, hrabiowski zamek, wieża kościoła farnego, dwie bramy miejskie,  główna i odrzańska


Kostiumy zpod Opawy

Górnośląskie stroje codzienne rolników z powiatu opawskiego, 1852 rok.

1 lip 2015

Potomkowie wielkich rodów pamiętają o ojczyźnie przodków — rozmowa z dr. Arkadiuszem Kuzio-Podruckim

Nowiny, wyd. 2015/24 (3020)

Rozmowa z dr. Arkadiuszem Kuzio-Podruckim, historykiem z Centrum Kultury Śląskiej w Nakle Śląskim


Od wielu lat zajmuje się pan badaniem dziejów śląskiej szlachty i arystokracji. O jakich największych śląskich rodach należałoby pamiętać i dlaczego?
Liczba rodzin szlacheckich, których dzieje są związane ze Śląskiem jest ogromna, i można je liczyć co najmniej w setkach, jeśli nie tysiącach. Najbardziej znane są te najbogatsze. Mało kto wie, że w XIX wieku spośród dziesięciu najbogatszych ludzi ówczesnych Niemiec (Śląsk w zdecydowanej większości znajdował się wówczas w granicach Cesarstwa Niemieckiego), siedmiu było związanych ze Śląskiem: książę Guido von Donnersmarck ze Świerklańca, hrabia Hugo Henckel von Donnersmarck z Siemianowic, hrabia Franciszek Hubert von Tiele-Winckler z Mosznej i Miechowic, hrabia Hans Ulryk Schaffgotsch z Szombierek i Kopic, hrabia Franciszek II von Ballestrem di Castellengo z Pławniowic, książę Chrystian Kraft zu Hohenlohe-Öhringen ze Sławięcic, książę Hans Henryk XI Hochberg von Pless z Książa i Pszczyny. Można by uznać, że są to przedstawiciele najważniejszych rodów szlacheckich na Śląsku, ale będzie to tez ogromne uproszczenie. Jest jeszcze wiele nazwisk rodów arystokratycznych, czyli posiadających co najmniej tytuł barona, a nawet szlacheckich, których znaczenie dla całego Śląska, czy jego poszczególnych regionów jest bezdyskusyjne. Dodam, że od wiosny ubiegłego roku, jeden z regionalnych miesięczników poświęconych historii, publikuje cykl artykułów poświęconych najważniejszym rodom szlacheckim Górnego Śląska i Zagłębia. W czerwcowym numerze opisano już 12 rodzinę, a lista nazwisk rodzin, które czekają na opisanie swych dziejów, jest jeszcze dosyć długa.

Gdzie szukać tych mniej znanych nazwisk? W lokalnej historii śląskich miejscowości?
Ja, ponieważ jestem związany z Tarnowskimi Górami oraz Bytomiem, najwięcej czasu poświęciłem hrabiom i książętom z rodu Henckel von Donnersmack, a obok nich wiele uwagi zajęła mi rodzina von Wrochem, której przodek, niejaki Piotr von Wrochem, odegrał istotna rolę przy powstaniu miasta Tarnowskie Góry. Trudno zatem uznać, że Wrochemowie są dla tarnogórzan mniej ważni od Henckel von Donnersmarcków. Nota bene Wrochemowie są także znani z historii Raciborza. Przez kilkadziesiąt lat kilku z nich pełniło funkcję starostów raciborskich na przełomie XVIII i XIX wieku.

Niedawno Nakło Śląskie odwiedzili po raz kolejny potomkowie rodu Henckel von Donnersmarck. Jakie znaczenie ma ta wizyta?
Henckel von Donnersmarckowie byli właścicielami dóbr nakielskich od końca XVII wieku do 1945 roku. Od połowy XIX wieku mieściła się tu także jedna z ich najważniejszych rezydencji, która też szczęśliwie przetrwała okres drugiej wojny światowej i PRL-u. Poprzednie wizyty hrabiów w pałacu w Nakle Śląskim przynosiły im wiele smutku i rozczarowania. Ich dawny dom był w nie najlepszym stanie i choć pamiętano o związkach tej rezydencji z ich rodem, to jednak niewiele o tym przypominało. Od dwóch lat w odnowionych wnętrzach dawnego pałacu mieści się Centrum Kultury Śląskiej, instytucja, której jednym z zadań jest pokazywanie śląskiej przeszłości, także tej szlacheckiej.
Wizyta Henckel von Donnersmarcków przypadła w momencie otwarcia wystawy poświęconej dziejom śląskiej szlachty. Spora część ekspozycji opowiada o śląskiej przeszłości rodu fundatorów pałacu w Nakle Śląskim. Przy okazji ich wizyty obok miejscowego kościoła odsłonięto z inicjatywy lokalnych działaczy i pasjonatów okolicznościową tablicę upamiętniającą zasługi rodu dla tej miejscowości. Można rzec, że obecnie i w pałacu i poza nim rodzina Henckel von Donnersmarck została nie tylko zauważona, ale doceniono jej wkład w przeszłość tej ziemi. Sami mogli się też przekonać, że mieszkańcy i goście z zaciekawieniem obserwowali ich pobyt w Nakle Śląskim.

Dlatego też pewnie nieraz tu jeszcze wrócą?
Ta wizyta, choć półoficjalna, na pewno nie była ostatnia. Wręcz przeciwnie, hrabia Andrzej Henckel von Donnersmarck, tytularny pan na zamku w Nakle Śląskim, zadeklarował, że zdecydowanie chętniej będzie tu wracał. Widzi, że pałac jest w znaczniej części odnowiony, a o nich samych się tu pamięta i docenia zasługi ich przodków dla tego regionu. Zapewnił także, że będzie pomagał w przywróceniu wiedzy o przeszłości siedziby centrum, czyli pałacu w Nakle Śląskim w każdym zakresie, jaki będzie on mógł to uczynić. Z ogromnym smutkiem zauważył jednak, że obecnie jego rodzina ma praktycznie znikomą część dokumentów czy zdjęć związanych z tym pałacem, ale zrobi wszystko, aby to się zmieniło.
Centrum otrzymało obecnie dwa dokumenty. Jeden z 1942 roku to wywód przodków jego ojca hrabiego Karola Józefa. Drugi to pochodząca z 1883 roku tablica genealogiczna rodu Henckel von Donnersmarck opracowana przez hrabiego Leona Amadeusza. Oba te dokumenty po odpowiednim zabezpieczeniu będą częścią stałej wystawy poświęconej dziejom rodu Henckel von Donnersmarck, jaka będzie prezentowana w Centrum w Nakle Śląskim

Niedawno po raz kolejny Pszczynę odwiedził książę Bolko von Hochberg, zaś w ubiegłym roku do Raciborza zawitał książę raciborski Wiktor V. von Ratibor. Jak pan ocenia te powroty potomków górnośląskich rodów w kontekście powojennej historii?
Rok 1945 zakończył dzieje szlachty nie tylko na Śląsku. Śląska szlachta miała w PRL-u podwójnie złą prasę: uznawano ja nie tylko za obcą klasowo, ale i narodowościowo. Nie miało znaczenia, czy dany ród związany jest ze Śląskiem od XIX wieku, czy od czasów bitwy pod Legnicą (1241 roku), czy jeszcze wcześniej. Uznano ich za obcych, których należy usunąć z polskiego Śląska. Oni sami nie zapominali o ojczyźnie swych przodków i raczej zawsze określali siebie jaklo Ślązacy. Książę Guidotto von Donnersmarck, gdy w 2007 roku, odbierał dyplom z nadaniem tytułu Honorowego Obywatela Miasta Tarnowskie Góry powiedział, że nieobecność jego rodziny dziś na Śląsku jest skutkiem złej polityki Niemiec w przeszłości. Opowiedział jednak, że gdy będąc na pokazie filmu "Życie na podsłuchu" w reżyserii jego dalekiego bratanka, Floriana Henckel von Donnersmarcka, poprosił go o autograf. ten napisał mu tylko dwa słowa: "Ślązak Ślązakowi". Sądzę, że to znamienna deklaracja jednych z najbardziej dziś znakomitych przedstawicieli śląskiej szlachty i arystokracji.
Dziś po latach oficjalnego zaprzeczania udziału i znaczenia śląskiej szlachty dla Śląska, można już o tym mówić i pisać, bez ideologicznego gorsetu. Uważam, że wręcz dzisiejsi mieszkańcy Śląska mają prawo do dumy z osiągnięć i dziedzictwa, jakie nam śląska szlachta i arystokracja pozostawiła, zarówno w sferze materialnej, jak i duchowej.

Rozmawiała: Iza Salamon



22 cze 2015

Plany Katowic

Witajcie! Dziś pokażę Wam kilka starych planów Katowic z XX wieku.

Pierwszy plan został opracowany po 1926 roku, przedstawia dzisiejsze centrum miasta. Sporządzono go w języku polskim. Jest na nim oznaczone 28 obiektów.

Drugi plan również sporządzono w języku polskim. Pochodzi z ok. 1930 roku, jest dokładniejszy od poprzedniego. Znajdują się nań nazwy ulic i placów. Zmieniono nań prawie wszystkie nazwy ulic, bohaterów zastąpiono ludźmi, którzy z Górnym Śląskiem nie mieli niczego wspólnego.

Trzeci plan pochodzi z około 1939 roku, sporządzono go w języku niemieckim. Przedstawia miasto w jego ówczesnych granicach, zawiera legendę. Skala 1:12 500.


Ostatni, czwarty plan pochodzi z 1940 roku, czyli z czasów drugiej wojny światowej. Sporządzono go w języku niemieckim. Obejmuje on ówczesne terytorium miasta. Wszystko jest opisane, co gdzie się znajduje.

Wszystkie plany możecie pobrać bezpłatnie tutaj i cieszyć się Katowicami w swoim własnym domu.

21 cze 2015

Obchody 150 lat praw miejskich Katowic

Witajcie! Na początku powiem, iż jestem kiepska we wstępach, więc krótko, zwięźle i na temat!

W tym roku, 11 września będzie miała miejsce bardzo ważna rocznica — 150 lecie nadania Katowicom praw miejskich! Skoro wszyscy to świętują, to ja też. Postanowiłam więc, aby uczcić to na blogu. Już jutro pojawi się pierwsza notka tematyczna. O notkach będę informowała Was na bieżąco na facebookowej stronie.
Z okazji rocznicy przygotowuję specjalną, wielką niespodziankę.

18 cze 2015

11 cze 2015

Wyburzenie kominów Laurahütte

Za tragedię odpowiada siemianowicki PINB.
Dziś ponownie doszło do wielkiej tragedii. To samo, co przed dwoma dniami. Laura znika w oczach...

9 cze 2015

Wyburzenie kominów Laurahütte

W dniu dzisiejszym w Siemianowicach doszło do wielkiej tragedii. Wyburzono dwa zabytkowe kominy Laurahütte. Oba runęły w przeciągu kilku sekund. Do rozbiórki użyto materiałów wybuchowych, nikt nie wiedział, co się stanie. Za tragedię odpowiada siemianowicki PINB.

25 maj 2015

Książę Hans Adam w Opawie

ostrava-online.cz
W dniach 18-19 maja książę Hans Adam przybył z wizytą do Opawy. Towarzyszyła mu kuzynka, księżniczka Maria Pia Kothbauer, która w Czechach pełni funkcję ambasadorki Liechtensteinu i Austrii. Książę zawitał do Opawy jako pierwszy obywatel Liechtensteinu od 1945 roku, kiedy to miasto zostało zniszczone. Chociaż wizyta była prywatna, znalazł się także czas na spotkanie z obywatelami. W kościele św. Wojciecha pozdrowił mieszkańców miasta.
Książę i jego kuzynka zjedli obiad w Hotelu Iberia, a następnie wybrali się na spacer po mieście. Dwudniowa wizyta zakończyła się odwiedzeniem Muzeum Ziemskiego.

polar.cz/zpravy/opavsko/opava/18110/lichtenstejnsky-knize-hans-adam-ii-v-opave